Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

via appia

Jakiś czas temu, przygotowując się do egzaminu z historii sztuki nowożytnej, czytałem podręcznik autorstwa Adama Bochnaka. Każdy kto choć raz widział tę skądinąd uroczą książkę, bez trudu wychwyci kilka jej dojmujących cech: skrypt wydany w czasach największego upadku polskiej poligrafii ma dość skromną szatę graficzną i jest pozbawiony jakichkolwiek ilustracji. W samej treści nie brak pewnego metodologicznego bałaganu, sporo też językowych perełek (cytując z pamięci – „Herodiada to zła baba”, czy „Tobiasz i jego nieco zdegenerowany pies, pinczerek”). Podczas lektury po raz pierwszy natrafiłem na wzmiankę o pewnej niezwykłej historii. Historii na tyle niesamowitej, że najpierw chciałem napisać na jej podstawie powieść, potem napisałem operę (prócz libretta powstało nawet kilka partii instrumentalnych, ale na szczęście dzieło to nie ujrzało światła dziennego), a w końcu – niezdolny do twórczego wykorzystania wielkich form narracyjnych – zdecydowałem się na blogową notkę.

Jest 16 kwietnia 1485. W Rzymie, przy Via Appia, grupa robotników (czy też mnichów, jak podają inne źródła) porządkuje przydrożne ruiny, poszukując marmurów, które można by następnie wykorzystać podczas budowy. Dzieje się to mniej więcej na wysokości kościoła Santa Maria Nova. Mężczyźni natrafiają na trzy starożytne sarkofagi. W jednym z nich znajdują  zaskakujące znalezisko, które już wkrótce wstrząśnie Wiecznym Miastem. Szczegółowy przebieg zdarzeń ciężko dziś zrekonstruować. O tym, co działo się owego dnia, donoszą dziesiątki źródeł – listów ówczesnych ambasadorów, intelektualistów i artystów – rozsiane po europejskich bibliotekach. Jednak bogactwo materiału nie idzie w parze z jego wartością, ponieważ większość tych relacji pochodzi z drugiej ręki i różni się od siebie w szczegółach. Ich wybór odnajdziemy w Pogańskim i chrześcijańskim Rzymie Rodolfo Lancianiego, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku włoskiego archeologa. To na angielskim przekładzie tej książki opieram rekonstrukcję wypadków.

Kiedy opada wieko sarkofagu, świadkowie zdarzenia są w szoku. Już podczas otwierania grobu uderzył ich silny, perfumowy zapach. Teraz ich oczom ukazuje się niezwykłe zjawisko: idealnie zachowane ciało młodej, pięknej kobiety. Jest naga, jedynie misternie trefione włosy (według jednej wersji ciemne, według innej – blond) ma okryte złotym czepcem. Na drugim palcu lewej ręki spoczywa złoty pierścień. Skóra dziewczyny, której wiek jest oceniany na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat, jest pokryta cienką warstwą „kleistej substancji”. Autorzy nie są zgodni co do jej składu, jednak większość relacji podkreśla silną woń mirry. Wśród innych domniemanych składników pojawia się aloes, olejek cedrowy, roślinne balsamy i kadzidło. Silny, słodki zapach przywabia pszczoły. W odkrywcach niezwykłego znaleziska codzienna zaradność szybko bierze górę nad pierwotnym szokiem: kradną drogocenny pierścień (a także inne skarby, które rzekomo znajdowały się w sarkofagach) i czym prędzej uciekają. Jednak wieści o wydarzeniu roznoszą się po mieście. Wkrótce na miejscu zjawiają się conservatori, papiescy urzędnicy odpowiedzialni za ochronę rzymskiego dziedzictwa. Decydują się przenieść ciało na wzgórze Kapitolu, jednak sam sarkofag pozostawiają na miejscu.

Wydarzenie wzbudza olbrzymią sensację. Na Kapitol cisną się tłumy ludzi, chcących zobaczyć znalezisko. Zapada decyzja o tym, by wystawić zabalsamowane zwłoki tajemniczej dziewczyny na widok publiczny. Z tego powodu zostaje umiejscowiona przed Pałacem Konserwatorów, na środku placu, tak, by gapie mogli obchodzić ją dookoła. Ma półprzymknięte powieki, pod którymi widać podobno nienaruszone oczy. W szczelinie półotwartych ust widać również język. W kilku opisujących ciało listach autorzy poświadczali, że skóra nie tylko zachowała naturalny i świeży wygląd, ale również, że  była tak elastyczna, jak u żywej osoby – naciskana, wracała do pierwotnego kształtu. Ciężko stwierdzić, ile w tych podaniach prawdy, a jak wiele fantazji, jednak podobno pocierane dłońmi policzki zmarłej różowiły się, jak gdyby od napływu krwi. Jeśli dać wiarę podobnym zapewnieniom, nietrudno wyobrazić sobie, że ciekawski tłum nie ograniczył się do oglądania dziwowiska i zaczęto zmarłą dość bezceremonialnie obmacywać. Jakub Burckhardt w Kulturze odrodzenia we Włoszech pisze, że wiele osób przybywało na miejsce jedynie po to, by odmalować czarujący wizerunek – „gdyż była tak piękna, że niepodobna tego wypowiedzieć ni opisać, a gdyby ktoś opowiadał o jej piękności lub ją opisał, to jednak nie uwierzyliby ci, co jej nie widzieli” (III,2). Jednak na trzeci dzień coś niedobrego zaczęło się dziać z ciałem: dłonie i twarz zaczęły w dramatycznym tempie czarnieć. Bezradni conservatori przypisywali to zjawisko zgubnemu wpływowi powietrza. Z kolei znaczna część uczonych skłaniała się ku tezie, że stało się to na skutek niekontrolowanego dotykania zwłok przez badaczy, którzy zdjęli przy tym tajemniczą substancję balsamującą.

Bartolomeo Fonte do Francesco Sasseti

Jednak ciało przepadnie jeszcze zanim zdąży ulec zupełnemu rozkładowi. Papież Innocenty VIII boi się nowego, świeckiego kultu, który nosi silne znamiona pogańskiej żywiołowości. Władze kościelne, z początku biernie przyglądające się rozwojowi wypadków, obawiają się, że narastające zainteresowanie antycznym znaleziskiem przyczyni się do propagowania zabobonu i szerzenia heretyckich doktryn. Dlatego zapada decyzja o zatuszowaniu całej sprawy. Pod osłoną nocy doczesne szczątki tajemniczej Rzymianki zostają zniesione ze Wzgórza Kapitolińskiego. Pozostaje kwestią sporną, co z nimi uczyniono. Dwie najbardziej prawdopodobne wersje to pochowanie ich pod miejskimi murami tuż za Via Salaria lub – co znacznie udramatyczniłoby bieg wydarzeń – wrzucenie ich do leniwych i nieprzeniknionych wód Tybru.

Tempo, w jakim rozegrały się wszystkie te wydarzenia sprawiło, że historia zmieniła się w przekazywaną wśród współczesnych sensację. Zapewne stała się jedną z tych opowieści, które rozchodziły się po ulicach, które wieczorami powtarzano sobie w gospodach i które z zaciekawieniem przytaczali filologowie-erudyci. Zawsze, gdy na pewne pytania zwyczajnie nie ma odpowiedzi, zaczyna działać ludzka wyobraźnia, za wszelką cenę starająca się uzupełnić braki. Dla tajemnic znajduje ona najbardziej fantazyjne wytłumaczenia, przy czym – często nie mają one żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ówczesnym uczonym mężom nie pozostało nic innego, jak spierać się na temat tego, kim mogła być tajemnicza kobieta znajdująca się w sarkofagu. Ponieważ samo miejsce jej doczesnego pochówku nie przynosiło żadnych wskazówek, trzeba było zdać się na domysły. Niektórzy powiązali z sarkofagiem następujące epitafium:

D · M
IVLIA · L · L · PRISCA
VIX · ANN · XXVI · M · I · D · I ·
Q · CLODIVS · HILARVS
VIX · ANN · XXXXVI
NIHIL · VNQVAM · PECCAVIT
NISI · QVOD · MORTVA · EST

                W wolnym tłumaczeniu znaczy ono: „Najwyższym bóstwom. Wyzwolona kobieta Julia Prisca. Przeżyła 26 lat, 1 miesiąc i 1 dzień. Q. Clodius Hilarus. Przeżył czterdzieści sześć lat. Nie uczyniła niczego złego prócz tego, że umarła”. Sęk w tym, że jak wykazał Lanciani, epitafium to było znane jeszcze przed rokiem 1485 i najwyraźniej pochodzi z innego grobowca. Znany XV-wieczny humanista, Pomponiusz Letus, wysuwał inne kandydatury co do tożsamości tajemniczej kobiety: domniemywał mianowicie, że jest to albo córka Cycerona, albo Priscilla, żona Abascantusa. Jednak już w litach poświadczających znalezisko większość świadków komentujących całą sprawę stwierdza, że imię postaci tak naprawdę nie jest najważniejsze. Najlepiej będzie zacytować znów Burckhardta. Odnotowuje on (być może nie bez racji), że w rzeczywistości piękna twarz mogła być woskową maską, nie to jednak jest najważniejsze: „Co jednak najbardziej wzrusza, to nie sam [ten] fakt, lecz głęboko zakorzeniony przesąd, że ciało starożytne, jakie wedle ich mniemania dane im było wreszcie ujrzeć, musi być piękniejsze od wszystkich żyjących”.

Ashburnham Codex 1174 f 134

We Włoszech schyłku Quattrocenta rozkwita kult odkrywanego na nowo ciała. Sztuka jest peanem na cześć sił witalnych: odbywają się pierwsze nowożytne sekcje zwłok, malarze szukają idealnego piękna i idealnej proporcji, poeci chwalą zmysłową urodę. I właśnie wtedy pomiędzy wygrzebywanymi z ruin marmurowymi posągami antycznych bogów i władców na światło dzienne zostaje wyciągnięte prawdziwe ciało starożytne.  Dlaczego Urban VIII decyduje się usunąć zwłoki? Być może kryje się za tym niewyartykułowany lęk o to, że znalezisko stanowi dokładne zaprzeczenie katolickiej duchowości: oto dogmatowi o nieśmiertelności duszy, która może egzystować nawet po tym, jak rozkładowi ulegnie jej „doczesne naczynie”, zostaje przeciwstawiona czysta materia, która przetrwała piętnaście wieków: ciało pozbawione ducha, dawno już rozłączne z tym wszystkim, co bylibyśmy skłonni nazwać żywą osobą. Nie znamy jego imienia, historii, ani losów. W pewnym sensie stało się ono dziwacznym fantomem, inkorporującym czysto materialistyczną wizję świata. Przetrwawszy, mogło być sprowadzone jedynie do sfery poznania empirycznego, odartego z wszelkich aspektów metafizycznych. Człowiek okazał się względem niego bezradny – było semantycznie transparentne. Nietrudno wyobrazić sobie podobne znalezisko dzisiaj. Reakcja na nie okazałaby się łudząco podobna, dostosowana jedynie do realiów epoki: news jednego dnia, o którym poinformowałyby wszystkie media, zalew zdjęć na Instagramie. Hashtagi: #sexycorpse, #ancientbeauty i, tradycyjnie, #yolo.

Jak silnie przyciąga wzrok oderwane od kontekstu życia ludzkie ciało łatwo się przekonać, sięgając do rezerwuaru europejskiej kultury. W samych Włoszech w XIX wieku Celemente Susini, florencki rzeźbiarz, wykonuje serię woskowych modeli anatomicznych, w których lekarska precyzja idzie w parze z werystycznym odwzorowaniem niepokojącego piękna przedstawianych postaci. Dzieła te miały przede wszystkim służyć studentom medycyny, jednak wzbudził zachwyt szerokiego kręgu odbiorców. Wśród figur, eksponowanych obecnie w muzeum Specola i w Palazzo Poggi w Bolonii, największą chyba sławę zyskała tzw. Venerina – młoda kobieta z otwartymi wnętrznościami i drogocenną, perłową kolią na szyi. Nie trzeba zresztą daleko szukać, jeśli uzmysłowimy sobie niezwykłą popularność święcących dzisiaj triumfy wystaw anatomicznych, takich jak „The Human Body Exhibition”. A wszystko to z pokusy bezkarnego i beznamiętnego oglądu ludzkiego ciała, które przestało być człowiekiem.

anatomiavenerina23-1

Wykorzystane w tekście ilustracje to:

1)      Rysunek z listu Bartolomeo Fonte do Francesca Sasseti (ok. 1485 r.)

2)      Rysunek z Kodeksu Ashburnham, zbioru rysunków Leonarda da Vinci (ok. 1487-1490 r.)

3)      Clemente Susini, Venerina

Reklamy